Wsiadamy do PKS relacji.... Kołobrzeg – Zakopane. Gdy podjeżdża autobus zdajemy sobie sprawę z tego, że wciąż jesteśmy w Polsce i nie istnieje coś takiego jak rezerwacja miejsc (bo poco). Ludzie pchają się jak stado dzikich wieprzy. Tak zaczyna się podroż... polowe drogi stoimy/siedzimy w przejściu. Tylko stoicki spokój i myśl o śniegu ratuje człowieka w tych warunkach prze popełnieniem harakiri. (a mieliśmy się wyspać i na świeżo zasuwać).
Lekko niewyspani, zesztywnieliśmy trochę w autobusie. Zasuwamy w góry. No tak na pks'ie w Zapocu dołączamy do drużyny pierścienia... z Robertem na czele. PROWADZ WODZU!!!
Lecimy lecimy... Małe nieporozumienie z czekanem...(ups brakuje jednego)
Zawrat ciach ciach fajny zmrożony, śnieg raki siadają w nim idealnie idzie się jak po drabinie.
Mały kozi tez pyknięty... a co bedziemy sobie później w brodę pluć!!!
Schronisko – piwo – jedzenie – piwo – spanie.
Okazuje się, że system przeciwpożarowy zamontowany w schronisku na 5 stawach jest genialny. „Pipka” w odstępie 15-20 sekund przez co nikt z drużyny nie chrapał. Gdy tylko zaczynało się chrapniecie PIK i nie ma chrapnięcia. REWELACJA POLECAM DO ZASTOSOWANIA POWSZECHNEGO!!!
Lecimy